Jestem barteq24 Marudzę i wiem wszystko najlepiej. Czyli jak każdy Polak. I jak każdy Polak uważam, że moje poglądy na wszystko są jedynie słuszne. A to jest mój blog
Kategorie: Wszystkie | polityka | przestępczość | reformy | rozmowa
RSS
wtorek, 24 stycznia 2012
Tak się w moim życiu zdarzyło, ze trafiłem do pracy w administracji samorządowej. Nie chciałem tego, nie planowałem, tak wyszło. Tkwię tu od pewnego czasu, ale nadal patrzę na to miejsce z boku. Nie wniknąłem w tutejsze układy, nie czuje dumy z tego, że tu pracuję. Staram się swoje obowiązki wykonywać sumiennie. Nie spóźniam się, na zwolnienia lekarskie nie chodzę częściej niż raz do roku. Robię to za co mi płacą a potem idę do domu i nie myślę o pracy. Próbuję się stąd wyrwać, ale nie jest to proste, bo generalnie na rynku pracy urzędnicy są uważani za gamoni, leni i nierobów. I nikogo nie obchodzi jaki jestem ja. Skoro tu pracuję, to znaczy, że nikt inny mnie nie chciał. Tak jestem postrzegany.
Administracja zatrudnia w Polsce ogromną ilość ludzi. I wciąż zatrudnia. Musicie zrozumieć jedno. Ten wzrost zatrudnienia to nie jest widzimisię szefów urzędów. Jest to pochodna dwóch czynników. Pierwszy to ciągły przyrost nowych przepisów. Polski parlament produkuje rocznie ogromne ilości złego prawa. Na urzędy nakładane są wciąż nowe obowiązki. Ostatnia deregulacja przepisów - tak szumnie ogłoszona przez rząd - w moim urzędzie zwiększyła biurokrację o około 10%. Czynnik drugi to wyjątkowo niska wydajność pracy. Na każdych dziesięciu urzędników (na podstawie moich obserwacji) dwóch jest na długotrwałych zwolnieniach lekarskich, lub urlopach macierzyńskich i wychowawczych, dwóch kolejnych do niczego, ale to niczego, się nie nadaje, trzech kolejnych pracuje od kawy i papierosa, do kawy i papierosa. Pozostałych trzech pracuje ciężko, często ponad siły.
Poważnym problemem administracji są również niejasna struktura i bardzo złe zarządzanie. W urzędzie, w którym przyszło mi pracować struktura jest tak skomplikowana, że kolejne wydziały i biura wciąż wchodzą sobie nawzajem w kompetencje. Skutkuje to pisaniem kolejnych bzdurnych pism i walkami podjazdowymi o to kto w danej sprawie jest ważniejszy. Gdyby strukturę uprościć, można by zredukować liczbę pracowników. Tylko na tym ostatnim nikomu nie zależy. Każdy kierownik chce mieć jak największy zespół i jak najwięcej władzy.
Wielu moich znajomych pracujących w korporacjach skarży się na sztucznie podtrzymywaną "dobrą atmosferę". Na szkolenia integracyjne, które są generalnie wielką popijawą. Ale nie wiem czy chcieli by się zamienić ze mną. Ja na szkoleniu integracyjnym nie byłem jeszcze nigdy. Nikt nigdy nie próbował mnie pozytywnie zmotywować do pracy. Nie ma tu żadnych benefitów, premie są rozdzielane według klucza towarzyskiego, a nie kompetencji. Pensje działają na zasadzie "czy się stoi, czy się leży". Kierownicy w ogóle nie są szkoleni z zarządzania personelem. Właściwie są zostawieni sami sobie. Jedni działają w myśl zasady "dziel i rządź" (najczęstsza metoda) inni stosują metodę "nie radze sobie z pracownikiem, który nic nie robi, więc jego pracę przesunę na pracownika, który jeszcze coś robi". Miałem już kierownika, który wszystko wymuszał krzykiem, miałem takiego, który z zebrań regularnie uciekał z płaczem. Patrzę na to z boku i śmieję się. Ale mój dobry humor wynika z tego, że wiem, że nie będę tu tkwił zawsze.
Administracja jest uważana za niezmiernie bogatą. Wielu moim znajomym wydaje się, że zarabiam bardzo dobrze za nic nie robienie. Muszę przyznać, że często tak jest. A raczej było. Gdy tu trafiłem w roku 2008 pensje w administracji były wyższe niż przeciętna rynkowa. Dodatkowo premie kwartalne, trzynastka, dopłata do urlopu. Niestety od tego czasu moja pensja nie wzrosła nawet o złotówkę, premie bardzo zmalały. Nie będę narzekał, nadal zarabiam średnią krajową. Tyle, że kolejny rok wysokiej inflacji i zamrożonych dochodów tę sytuację niechybnie zmieni. Sytuacje finansową widać również w samym urzędzie. Coraz częściej brakuje papieru, kopert, długopisów. Jeszcze nie jest tak jak w policji - nie przynoszę do pracy materiałów biurowych, ale to chyba tylko kwestia czasu.
To co najbardziej odczuwam to koszmarna atmosfera, która panuje w urzędach. Generalnie pracowników można podzielić na dwie grupy. Pierwsza grupa to ludzie dumni z tego, że tu pracują. Autentycznie dumni. Najczęściej również nadęci i przekonani o własnej wyższości. Oni nie wyobrażają sobie pracy gdzie indziej. O niepaństwowym sektorze gospodarki mówią z pogardą "W życiu nie poszedł bym pracować do prywaciarza". Właśnie to słowo "prywaciarz"  - pochodzące z PRL określa ich stosunek do nie-urzędników. Słowo wypowiadane z pogardą. Druga grupa to ludzie, którzy pracują tu, bo tak wyszło i szczerze nienawidzą tego miejsca. Nienawidzą jest tym słowem, którego chcę użyć. Wielu udaje się prędzej czy później uciec, ale co rano widzę także zmierzające do budynku upiory. Autentyczne upiory. Ludzi o pustych oczach i wykrzywionych twarzach, którzy pracują tu z założeniem, że dotrwają emerytury. Nie mają dość odwagi, siły by coś zmienić. Niektórzy są już na to za starzy. Jeszcze innym sytuacja rodzinna nie pozwala na utratę dość stabilnego zatrudnienia. Często biorą leki psychotropowe i jak roboty idą co rano do znienawidzonego miejsca. I odliczają lata do emerytury.
Czy ten wpis będzie miał jakąś konkluzję? Nie. To opis zastanego stanu. Stanu, który obserwuje na co dzień i który mnie przeraża. Bo wiem, że wiele można by tu zmienić na lepsze. Administracja mogłaby być sprawniejsza, lepsza, bardziej przyjazna obywatelowi, ale też bardziej znośna dla pracowników. Gdyby tylko ktoś chciał cokolwiek zmienić...
10:45, barteq28
Link Komentarze (4) »
środa, 18 stycznia 2012
Jest tyle tematów. Czy generał Błasik naciskał na załogę PLF101? Jak to możliwe, że oficer Wojska Polskiego strzela do siebie, a już następnego dnia udziela wywiadów? Co dalej ze służbą zdrowia? Mógłbym pewnie co dziennie pisać nowy wpis na bloga. A mi się nie chce. Nie mam juz chyba serca do polskiej polityki. Do tych wszystkich ludzi, którzy plotą wciąż te same bzdury, wychodząc z założenia, że "ciemny lud to kupi". Do tych brodatych wariatów z obłędem w oczach tłumaczących, że białe jest czarne, bo tak im profesor z USA powiedział. Mam dość tych oślizgłych działaczy partyjnych, którzy nie znają się na niczym, a mówią o wszystkim. Złoszczą mnie również ci wszyscy dziennikarze, którzy z porażającą niekompetencją oceniają wszystko i wszystkich.
Polityka i politycy w Polsce wyalienowali się. Oderwali się od rzeczywistości. Prawdziwe życie dzieje się gdzie indziej. Podobnie media. W mediach prawda o Polsce i Polakach pojawia się niezmiernie rzadko. Większość to papka dla 'ciemnego ludu". Kiedy wiedzę wiadomości w telewizji, mam ochotę wyrzucić oknem telewizor. Wiadomości zawarte w prasie i internecie czytam także coraz bardziej selektywnie.
Muszę przyznać, że z biegiem lat zamiast oglądać telewizję, wolę iść pobiegać, czy poczytać książkę. Wolę spotkać się z ludźmi. Bo prawdziwe życie toczy się obok. Wystarczy porozmawiać z prawdziwym człowiekiem, spędzić z nim czas. Tyle że to wymaga wyhamowania w codziennym biegu i poświecenia drugiej osobie czasu. A to nie jest łatwe...
Jestem dopiero po trzydziestce, a już jest kilka osób, z którymi nie zdążę porozmawiać. Te historie tkwią we mnie. Kilka lat temu na przykład dzwoniłem do mojej babci z okazji jej święta. Zaproponowała bym ją odwiedził. Mogłem, ale byłem zmęczony. Powiedziałem, że wpadnę za tydzień. Dwa dni potem, babcia zmarła w wyniku wylewu.
Jakiś czas potem szedłem ulicą na Pradze Południe. Spieszyłem się na umówione spotkanie. Zobaczył mnie dawny kolega z pracy. Zawołam mnie, ale tylko się uśmiechnąłem i dałem mu znak że nie mogę rozmawiać. "Jeszcze nie raz pogadamy" - pomyślałem. Tydzień potem Jan zginął w wypadku samochodowym między Warszawą a Garwolinem.
Znów po jakimś czasie. Wychodzę z pracy klatką schodową. Przy windzie mijam kolegę z pracy - Roberta. Drzwi windy właśnie się zamykały. Robert zrobił ruch ręką aby zasłonić fotokomórkę. A ja machnąłem mu ręką na pożegnanie i wyszedłem z budynku. Kilka dni potem Robert mi się śnił. Uścisnął mi rękę i powiedział, że musi już iść. Gdy się obudziłem nadal czułem jego uścisk. Nie muszę chyba mówić, że w pracy dowiedziałem sie, że Robert zmarł poprzedniego wieczora. Miał dopiero 41 lat...
Ostatnia taka historia. podkomisarz Andrzej Struj, czyli Ands. Też nie poszedłem na umówione piwo na które on akurat przyszedł. Więcej nie miałem okazji. Za trzy tygodnie będziemy obchodzić drugą rocznicę Jego bohaterskiej śmierci.
Po co to piszę? Bo o ile nie mam ochoty myśleć o polityce, o tyle coraz częściej interesuje mnie świat wokół mnie i ludzie, których spotykam. Może to właśnie jest nisza dla mojego bloga? A może zwyczajnie się zestarzałem? :-)
Chcę Wam powiedzieć jedno - wszystko możecie odłożyć na potem. Ale nie zaniedbujcie ludzi wokół Was. Każdy z nich to oddzielny mikrokosmos, który może zniknąć w każdej chwili. I jeśli zniknie, już tego nie nadrobicie. Zostaną Wam tylko wyrzuty sumienia  i wspomnienie ostatniej rozmowy.
12:59, barteq28
Link Komentarze (7) »
wtorek, 10 stycznia 2012
Zawsze byłem autsaiderem. Nie sympatyzowałem z żadną partią, jak ognia unikałem towarzystw wzajemnej adoracji. Jestem za bardzo PiSowski dla wyznawców Palikota i Tuska, zaś lemingiem dla wyznawców Kaczyńskiego i Rydzyka. Interesują mnie konkretne problemy naszego kraju, a nie taplanie się w błocie. Znam się na kilku rzeczach. Na polityce społecznej, na sprawach bezpieczeństwa wewnętrznego, zwalczaniu przestępczości. Wiem trochę o armii, dość dobrze radzę sobie ze sprawami lotnictwa i katastrof lotniczych.
Może to zimowa depresja, ale mam wrażenie, że mój blog jest w polskiej blogosferze kompletnie nieprzydatny. Nie mam tematów, o których miałbym ochotę napisać. O Tusku napisałem już wszystko, podobnie o Kaczyńskim. To zresztą i tak bez znaczenia, bo w polskim internecie coraz mniej miejsca na w miarę wyważoną opinię, a coraz więcej bicia piany. Na taki typowy blog zajmujący się bieżącym komentowaniem wydarzeń politycznych nie mam zwyczajnie czasu. News żyje tak krótko, że komentarz do niego musi powstać w ciągu godziny - dwóch. Potem to już musztarda po obiedzie. A ja mam pracę, pasje. Dziennikarza newsowego ze mnie nigdy nie będzie.
Może więc powinienem zajmować się pisaniem opinii? Ale kto będzie je czytał? Nie jestem ani za rządem, ani przeciw. Nie jestem przeciw PiS, ani za PiS. Nie jestem politykiem. Więc jestem jako bloger kompletnie nieprzydatny. Jestem za mało wyrazisty i w gruncie rzeczy nijaki.
Polska blogosfera się specjalizuje i zmienia. I nadal tak będzie. Rośnie znaczenie blogów, które zajmują się konkretną sferą życia, albo konkretnymi problemami. Specjalizacja to jest właściwa droga moi Państwo. W tę stronę poszli blogerzy, których obecnie cenię najbardziej. RESZORT - który z blogera staje się dziennikarzem newsowym i coraz częściej zajmuje się sprawami swojej małej ojczyzny - Wołomina. Romskey, który jest codziennym komentatorem rzeczywistości. Piątek, świątek niestrudzony Romskey pisze. Codziennie, gdy odpalam komputer, mogę przeczytać Jego nowy wpis. Tacy są także Conrad i Jerry - dwaj autorzy bloga 17pietro - którzy bardzo celnie i szczerze opisują rzeczywistość swoich korporacji z perspektywy dwóch miast Polski.
To Oni - Reszort, Romskey, Conrad i Jerry są przyszłością polskiej blogosfery. Ich blogi zwyczajnie chce się czytać. Bo jeśli chodzi o blogera bartqa24 to chyba nadchodzi jego kres. Przynajmniej w obecnej formie... Chyba, że barteq24 znajdzie sobie jakąś niszę. Ale póki co na to się nie zanosi.
09:57, barteq28
Link Komentarze (6) »
środa, 28 grudnia 2011
To nie będzie klasyczne podsumowanie roku. To będzie garść przemyśleń na temat roku, który minął. Ostatnio bloger RESZORT napisał, że podsumowania są niestrawne i nieznośne. W zasadzie się z Nim zgadzam, jednak mimo to spróbuję całościowo spojrzeć na ostatnie dwanaście miesięcy. To będzie rok 2011 okiem bartqa24.
Po pierwsze Smoleńsk
Powiem szczerze, że to, w jakim kierunku poszła sprawa katastrofy zaskoczyło mnie. Nie spodziewałem się, że rząd Donalda Tuska spróbuje podważyć raport MAK wydając dzieło Komisji ministra Millera. Nie przewidziałem, że oficjalne władze kraju mogą upolitycznić sprawę katastrofy lotniczej, której przyczyny są w zasadzie niepodważalne. W sumie nie wiem skąd wzięła się we mnie ta wiara w rząd, bo przecież już kilka lat temu władze innego europejskiego kraju zrobiły coś podobnego (polecam poczytanie na temat katastrofy lotu Air France 4590). Raport Millera sprawił, że na rząd PO patrzę obecnie inaczej. Z umiarkowanego zwolennika stałem się jego zaciekłym przeciwnikiem.
Po drugie "przegrane pokolenie"
To jest punkt zwrotny w historii mojego bloga. Od kiedy powstał ten tekst co i rusz spotykam kogoś kto mówi 'A wiesz, czytałem twój tekst "przegrane pokolenie i się z tobą nie zgadzam". To, że się ze mną nie zgadzacie to bardzo dobrze. To, że ten blog wzbudza w Was emocje niezmiernie mnie cieszy. Powiem wręcz, że chciałbym się mylić. Ale kiedy patrzę na to ilu z nas pracuje na śmieciowych umowach, ilu nie ma szans na własne mieszkanie, czy nawet wynajem czegoś co nie jest śmierdząca norą, to utwierdzam się w przekonaniu, że dotknąłem ważnego problemu, którego politycy nie chcą dostrzec. I jeszcze do tej tematyki wrócę.
Po trzecie kościół
Rok 2011 był rokiem rozbratu bartqa24 z kościołem katolickim, ale tez widocznej gołym okiem postępującej laicyzacji młodego pokolenia. To chyba był pierwszy rok w moim życiu, gdy czułem się szykanowany i postrzegany jako ktoś niespełna rozumu, tylko dlatego, że nie jestem ateistą. Bardzo mnie ciekawi jak ten proces przebiegnie w roku 2012.
Po czwarte Jarosław Ziętara
Zaangażowałem się trochę w tę sprawę. W roku 2011 opublikowałem nawet swój pierwszy prawdziwy artykuł w prasie - właśnie na ten temat. Bardzo leży mi na sercu wyjaśnienie sprawy zaginięcia poznańskiego dziennikarza. I rok 2011 był właśnie tym, kiedy ta sprawa drgnęła. Kiedy pojawiło się światełko w tunelu. Jestem z tego powodu szczęśliwy i na pewno będę do sprawy Ziętary wracał.
Po piąte Bin Laden
Podpadłem wielu osobom pisząc, że terrorystów należy zabijać bez wyroków. To nie jest popularny pogląd. Ale głęboko wierze, że to jedyny sposób, w jaki możemy obronić nasz świat przed fanatykami. Likwidacja ich baz, likwidacja fizyczna i przetrzymywanie w specjalnych ośrodkach osób podejrzanych o terroryzm. Toczenie wojen na końcu świata. Tak. To trudna droga, która nigdy się nie zakończy sukcesem. Ale głęboko wierze, że jeśli to jest cena za spokój na ulicach Warszawy, to musimy ją ponosić. I czasem płacić krwią za życie cywilnych obywateli.
Po szóste Palikot
Moja największa pomyłka. Kompletnie nie przewidziałem wyników wyborów parlamentarnych. Nie doceniłem Palikota, przeceniłem Napieralskiego. Dałem sobie wmówić, że scena polityczna jest na tyle zabetonowana, że nie ma na niej miejsca dla nowych ruchów. Powiem szczerze. Nie cenię Palikota. Nie podoba mi się jego partia. Ale każda nowa siła w polskiej polityce jest czymś ożywczym. I cenne jest to, że Palikot porusza tematy dotąd zapomniane - na przykład to, jak w parlamencie neutralnego podobno światopoglądowo państwa może wisieć symbol jednej religii.
10:42, barteq28
Link Komentarze (1) »
piątek, 23 grudnia 2011
Rok 2011 był dla blogera bartqa24 kolejnym rokiem rozbratu z Kościołem Katolickim. Tak to niestety, a może "stety" w życiu bywa. Ale to, że bloger barteq24 idzie przez życie własną, coraz bardziej krętą drogą, nie znaczy, że wyżej wymieniony nie myśli o Świętach.  Na podsumowanie roku przyjdzie zresztą jeszcze czas. Dziś życzenia.
W zeszłym roku pisałem Wam o samotności w święta. Bardzo mnie cieszy, że kilka osób o których wtedy myślałem zmieniło swój stan. Jeden osobnik będzie nawet ojcem. To bardzo pozytywne, bo daje nadzieję, że może być lepiej. Ale mimo to wciąż wiele osób jest samych i tak samo jak w roku poprzednim - apeluję do Was, byście o nich w Święta nie zapomnieli.
Proszę Was byście nie ulegli również komercji. Nie ganiajcie do ostatniej chwili za drogimi prezentami. Spędźcie lepiej ten czas z bliskimi. Myślę, że bliskość i popatrzenie sobie w oczy znaczy więcej niż jakiekolwiek drogie gadżety. Lepiej mieć na Wigilii jedną potrawę a być razem, niż spędzić czas przy suto zastawionym stole i telewizorze. Telewizory, komputery wyłączcie. Spróbujcie obejść się chwilę bez nich.
Boże Narodzenie to czas spędzany z ludźmi, których kochamy, ale niestety też często z tymi, za którymi nie przepadamy; na których towarzystwo jesteśmy w pewnym stopniu skazani. Ale ten jeden raz w roku spróbujcie na nielubianego wujka, czy dziadka spojrzeć inaczej. Może ten jeden raz w roku znajdziecie w tych ludziach coś pozytywnego?
Pomyślcie też w Święta ciepło o tych, którzy pracują. O miejskich i państwowych służbach, o policjantach w radiowozach, strażakach w remizach, kierowcach, marynarzach, kontrolerach ruchu lotniczego, pilotach. O żołnierzach na misjach zagranicznych. Oni tak jak Wy chcieli by spędzić ten czas w domu z bliskimi. Ale pracują dla Was.
Z całego serca i szczerze bloger barteq24 życzy Wam spokojnych Świąt. Czy wierzycie w narodziny Jezusa, czy nie.

08:32, barteq28
Link Dodaj komentarz »
środa, 23 listopada 2011
Moi rodzice nie mają jeszcze sześćdziesiątki. Są już spracowani i przeciętnie zdrowi. A według expose Donalda Tuska ja, będąc w ich wieku będę miał przed sobą jeszcze dziesięć lat pracy zawodowej. Jednocześnie na dziś średnia oczekiwana długość życia mężczyzny w Polsce to bodajże 70 lat. Czyli przez najbliższe 36 lat będę pracował po to by odłożyć na emeryturę, którą będę się cieszył dwa lata.

Czepiam się? Pewnie tak. Ale słuchając Premiera zastanawiam się co mam zrobić ze swoim życiem. Czy warto bym w ogóle płacił podatki? Składki na ZUS? Czy warto się przejmować tym co będzie z Polską? Czy nie lepiej przejść do szarej strefy, odkładać pieniądze, które pochłonął by ZUS i przejść na emeryturę, kiedy uznam to za stosowne?

Dzisiejszą Polskę nazywam krajem montowni. Spora część ludzi, których znam pracuje fizycznie, bądź częściowo fizycznie. Ich praca wymaga dobrego zdrowia i kondycji. Ludzie po pięćdziesiątym roku życia mają poważne kłopoty ze znalezieniem pracy. Często pracują poniżej kwalifikacji, albo "na czarno".

Gdybyśmy byli gospodarką wysoko wyspecjalizowaną, nastawioną na nowoczesne technologie, praca do 67 roku życia była by o wiele bardziej prawdopodobna. Ale jak sobie wyobrazić 67 latka przy produkcyjnej taśmie? Albo w centrum logistycznym? Na budowie? W ochronie mienia?

Czy 67 latek będzie w stanie przejść coroczne badania i pracować jako kierowca? Operator koparki? Czy 67 latek będzie dobrym pracownikiem call center? Czy choćby korporacja będzie miała co z niego wysysać?

Dziś młodzi ludzie są w stanie pracować bo ich dziećmi zajmują się babcie, które przechodzą na emerytury w wieku lat 60. Co będzie, gdy babcie będą pracowały do 67 roku życia?

Ja wiem, że uznacie, że się czepiam, ale chcę Wam uzmysłowić jak wiele problemów rodzi decyzja o wydłużeniu wieku emerytalnego. Przed jakimi wyzwaniami staje Polska. To się wydaje proste - ludzie będą pracować dłużej to odłożą więcej na emerytury. Ale kto myśli o wydatkach na renty? Na przekwalifikowanie pracowników, którzy w swych zawodach staną się nieprzydatni? O wydatkach na zasiłki dla osób starszych dla których nie starczy pracy, a jednocześnie nie będą mogli przejść na emerytury?

Na pewno nie myśli o tym Donald Tusk. On ma przed sobą kadencję. A po nim choćby i potop...
sobota, 19 listopada 2011
Opisywałem Wam nie dawno jak działa polska polityka prorodzinna. System pomocy społecznej i system świadczeń rodzinnych marnotrawią pieniądze podatników i promują roszczeniowe postawy. Sprawiają, że wygrywa ten, kto nie pracuje, lub pracuje "na czarno"; przegrywa zaś uczciwy.

W tym systemie tylko ulga podatkowa na dziecko była skierowana do uczciwych obywateli. Państwo mówiło - płacisz podatki, pracujesz uczciwie, masz dziecko - my to doceniamy. To był realny transfer skierowany do ludzi uczciwych, którzy ponoszą trudy budowy Polski.

Zabranie ulgi na pierwsze dziecko do de facto jej likwidacja. Większość Polaków ma jedno dziecko. Na więcej ich nie stać. Pracują ciężko, nie udają bezrobotnych by wyłudzić zasiłki. Teraz Ci wszyscy obywatele otrzymają jasny przekaz. "Jesteście frajerami. Uczciwość nie popłaca."

Donald Tusk lubi łatwe rozwiązania. Po co walczyć z szarą strefą? Po co reformować pomoc społeczną, by likwidować trwonienie ogromnych sum pieniędzy? Wystarczy zabrać pieniądze szarej masie uczciwych obywateli. Przecież oni nie wyjdą na ulicę. Zacisną zęby i dalej będą płacić wyższe podatki.
Kiedy cywil patrzy na mundurowego widzi jedno - emeryturę po piętnastu latach. Do legendy przeszły już opowieści o trzydziestopięcioletnich emerytach. Jest to ulubiony temat dla dziennikarzy. Rażąca niesprawiedliwość. Tak to widzicie.

Do takiego stanu rzeczy przyczyniają się dodatkowo osoby takie, jak były funkcjonariusz policji, a potem CBA, a obecnie poseł Tomasz Kaczmarek. Klasyczny przykład młodego emeryta z wysokim świadczeniem. Nikt nie zdaje sobie sprawy, że takie osoby stanowią promil ogółu. Kaczmarek miał wysokie uposażenie podczas służby w CBA i dobry przelicznik emerytury, ponieważ wykonywał zadania PPP (policjant pod przykryciem).

Jak wyglądają obecne służby mundurowe? Pierwsza pensja nie jest taka zła. Dla młodego chłopaka, szczególnie z mniejszej miejscowości to całkiem nie najgorsze pieniądze. Ale lata służby mijają, a pensja rośnie właściwie o wskaźnik inflacji. Jeśli nie awansujesz, jeśli nie zostaniesz oficerem (a większość nie zostaje) po piętnastu latach służby Twoja pensja nie będzie wiele większa niż na początku. Może o 500 zł? I po piętnastu latach możesz przejść na emeryturę, fakt. Ale otrzymasz 40% ostatniego wynagrodzenia. 40% z powiedzmy 2800 zł. Będziesz spał na pieniądzach prawda?

Armia młodych emerytów to mit. W tym wieku odchodzą ci, którzy są na tyle łebscy, że poradzą sobie na rynku pracy, ci których służba się pozbywa, oraz ci, którzy od początku byli pomyłką. Którzy nie nadawali się do służby. Reszta pracuje dłużej - około 20 lub 25 lat.

Inną rzeczą, której nie wiecie o służbie w mundurze jest to ile przez lata trzeba w tę pracę zainwestować. Żołnierze sami kupują sobie wyposażenie i osprzęt, policjanci przynoszą do pracy papier, komputery, toner, meble biurowe, jeżdżą prywatnymi samochodami. Ponadto funkcjonariusze znoszą w pracy koszmarne stresy. Stresy o jakich nie macie pojęcia. Ile razy w życiu ktoś chciał Was pobić lub zabić? Ile razy z życiu widzieliście zwłoki dziecka? Ile w ogóle zwłok widzieliście w życiu? Ile ludzkich tragedii? Ile razy stawaliście oko w oko z agresywnym tłumem?

Mówiąc o konieczności służby do 55 roku życia i przez 25 lat Donald Tusk widzi tylko oszczędności. Ja widzę nierealne wymagania. W wieku 55 lat i po 25 latach służby przeciętny żołnierz i policjant pierwszej linii będą wrakami. Pod warunkiem, że w ogóle dożyją emerytury. Pewnie spadną koszty emerytur, ale wzrosną rent i leczenia zniszczonych fizycznie i psychicznie ludzi. Wzrosną też koszty działania służb, bo przecież przez 25 lat nikt nie będzie przynosił papieru i sprzętu do służby. No chyba, że idiota.
Tylko czy tego chcecie? By waszego bezpieczeństwa broniła banda zniszczonych psychicznie i fizycznie ludzi, którzy nie znaleźli innej pracy i na zasadzie negatywnej selekcji pełnią służbę, bo nikt inny ich nie chciał?
Byłem wczoraj w podróży, więc expose premiera Donalda Tuska obejrzałem w nocy. Stąd piszę dopiero dziś.

Targają mną sprzeczne emocje. Z jednej strony chwalę Boga i Allacha że nie zagłosowałem na PO. Z drugiej poraża mnie jakość dyskusji politycznej w Polsce. Odpowiedzią na propozycje Tuska był Smoleńsk i krzyż. Tylko Leszek Miler i Beata Kempa wypowiedzieli się na temat...

Mam zarabiać mniej, płacić wyższe podatki, pracować dłużej. To jest propozycja Tuska na moją przyszłość. Co w zamian? Tego nie wiem. Chyba tak po prostu.

Ja nie mam jeszcze tak najgorzej. Musze pracować o dwa lata dłużej, zapłacę wyższe podatki (brak ulgi na internet) a moja pensja zmaleje (wyższa składka rentowa). Ale co ma powiedzieć moja znajoma, która będzie musiała pracować o siedem lat dłużej, zapłaci dużo wyższe podatki (brak ulgi na internet i tylko jedno dziecko), a jej pensja zmaleje? Gdybym jak ona głosował na PO to dziś tłukł bym głową w kaloryfer aż do wystąpienia krwotoku.

Do konkretnych propozycji Tuska odniosę się w kolejnych wpisach. Tu powiem tylko jedno. Daliście się oszukać mitowi zielonej wyspy. teraz gorzko za to zapłacicie.
piątek, 04 listopada 2011
Właściwie to powinienem się cieszyć. Prawo i Sprawiedliwość pogrąża się w odmętach szaleństwa i powoli tonie.A mimo to się nie cieszę. Bo słaba opozycja na lata zabetonuje w Polsce przewodnią rolę Platformy Obywatelskiej. A to mi się nie podoba.

Jest rzeczą ciekawą jak PiS regularnie od lat samo-oczyszcza się z ludzi myślących. Jak promuje się w tej partii nijakość, bylejakość i lizusostwo.

Największą katastrofą w dziejach Prawa i Sprawiedliwości był Smoleńsk. To był cios na który nikt nie miał wpływu. Od lat żyję na obrzeżach polityki i wiem, że takich ludzi jak Paweł Wypych, Władysław Stasiak, czy Aleksander Szczygło chciała by mieć u siebie każda partia. Bo byli to fachowcy i to fachowcy myślący. Również Lech Kaczyński był tym lepszym z braci. Tym, który miał wizję Polski i chciał zrobić coś dobrego.

Niestety nie mniejszą katastrofą w dziejach tej partii są rządy jej Prezesa, Jarosława Kaczyńskiego. Akurat Zbigniewa Ziobry, czy Ludwika Dorna nigdy nie lubiłem, ale ludzie tacy jak Jacek Kurski, Tadeusz Cymański, Kazimierz Michał Ujazdowski, Marek Jurek, Paweł Poncyliusz, Paweł Kowal, Michał Kamiński, Adam Bielan, Marcin Libicki i wielu innych to na prawdę myślący i wartościowi politycy.

W ich miejsce w PiS zostają takie "gwiazdy" jak Anna Fotyga, Antoni Macierewicz, Krzysztof Jurgiel. Obsada dobra do komedii, ale nie rządzenia Polską. Nie dziwne więc, że z biegiem lat coraz bardziej jasne staje się, że PiS będzie wieczną opozycją. Z tym tylko, że dotąd myśleliśmy, że będzie jedyną opozycją po prawej stronie sceny politycznej.

Dotychczas wychodzili z PiS politycy inteligentni, ale w sumie dość nijacy. Tacy intelektualiści. Dlatego ich partie nie miały szans na polskiej scenie politycznej. Tym razem Prezes pozbył się swych najbliższych ludzi, ale jednocześnie najtwardszych fajterów.Ziobro jest od lat znakiem rozpoznawczym PiS. Zawsze był gotów dla partii do największych poświęceń. To on był twarzą IV RP. Kurski natomiast to cwany i cyniczny lis, ale jednocześnie  siła sprawcza wszystkich kampanii wyborczych PiS.

Pozbywając się Ziobry i Kurskiego Prezes staje się samotny jak nigdy wcześniej. Przeciw sobie ma tak sprawnych wrogów, zaś po swojej stronie ma Macierewicza i Fotygę. Jest słaby. Jeśli Ziobro i Kurski odepchną go od prawej ściany, bardzo możliwe, że za 3 lata Prezes będzie samotnym starszym panem dowodzącym małą partyjką. Odnoszę wrażenie, że być może dziś właśnie Prezes popełnił samobójstwo polityczne, choć jeszcze tego nie wie. Wyrok zapadł, tylko jego wykonanie zostało odroczone...
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 14